piątek, 30 grudnia 2011

3 lata razem, pół roku jako małżeństwo

ehh jak to minęło...  A tak naprawdę nasze pierwsze spotkanie pamiętam jakby było wczoraj... a za nami już tyle pięknych wspólnych dni, tyle dni złych, które przeszliśmy razem i które udowodniły nam że na nas nie ma mocnych :) Niedawno byliśmy zwykłą parą nastolatków, która spotykała się od czasu do czasu, albo częściej, a dziś? Dziś jesteśmy rodziną. Małżeństwem. Mamy swój własny ósmy CUD świata :) I pomimo sprzeczek, cichych dni i całego zła jesteśmy wciąż razem. Mam nadzieję, że nigdy się to nie skończy. Kocham Cię Wu. najmocniej na świecie!!!

Choć rocznica była dwa/dzień temu |(zależy jak na to patrzeć:) )|to dopiero dzisiaj znalazłam chwilkę, żeby coś naskrobać. Coraz więcej czasu siedzę przy Bomblu i patrzę jakie postępy robi. Wczoraj byliśmy na badaniu bioderek i wszystko jest ok. A nasz K. był na badaniu największym i chyba najstarszym dzieciaczkiem, bo same takie maluszki a On już na rączkach i po 5 minutach czekania zaczęło mu się nudzić, zaczął się wiercić i uśmiechać do mamuśki a później się śmiał (tak, tak już się taj fajnie śmieje i rozbraja tym wszystkich :) ).
A po za tym potrafi już samodzielnie trzymać w rączkach grzechotkę i się nią bawić, tylko jak mu "ucieknie" to jest marudzenie bo nie może na razie sobie sam wziąć, tego jeszcze nie opanował :)
Aaaa i zapomniałabym... wczoraj kąpał się z mamą w wielkiej wannie :D Mamy narożną wannę u rodziców w łazience, i wzięliśmy go z Wu. tam bo w małej wanience strasznie kopie i wszystko dookoła jest mokre :) A w wielkiej wannie... ah ale była radocha! pływał sobie na brzuszku, na pleckach, gaworzył po swojemu, śmiał się, pluskał! Jest po prostu mistrzowski!
ps. tak, tak wiem jestem zakochana w swoim synku i na prawdę uważam Go za taki mały ósmy cud świata, no ale chyba większość mamusiek tak właśnie myśli na temat swoich dzieci :)
ps.2. w poprzedniej notce to ostatnie zdjęcie to lampki na choince i ruszanie aparatem, wiec gratuluje tym, którzy zgadli ;)

DOPISEK 31.12.2011r : KOCHANE WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU I OBY BYŁ JESZCZE LEPSZY I JESZCZE BARDZIEJ UDANY NIŻ TEN MINIONY :) SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!

wtorek, 27 grudnia 2011

Tyle szumu, zamieszania i urwania głowy, a tu.... już PO świętach. Został tylko pełny brzuszek, kilka kilogramów więcej i choinka :) Nooo, niech będzie i PREZENTY. I choć nie każdy potrafi się cieszyć z drobnych, niewiele znaczących rzeczy to ja jednak do nich nie należę. Ja nie muszę mieć megamarkowych ekstra cudów. Wystarczy byle pierdoła żeby ucieszyć moje serducho, oczy i w ogóle mnie całą :)
Ale najbardziej ucieszył mnie uśmiech Skarba kiedy siedział w swoim foteliku na wielkim fotelu kiedy my siedzieliśmy przy Wigilijnej kolacji, najbardziej cieszył mnie Jego śmiech w święta i zadowolona minka. I cieszyło mnie też to:



Kiedy Jego rączki zaczęły bawić się psiurkiem od Świętego Mikołaja :D jest wtedy taki słodki, że można by Go było schrupać w całości :)

Święta co prawda zaczęły się kłótnią i kłótnią się skończyły... 
eh no ale cóż... 
nie będę się rozpisywać na ten temat bo nie chcę sobie i Wam psuć humoru ... 
szkoda gadać...


A na koniec coś co zawsze mi się podobało w święta, kto zgadnie co to takiego? :) I jak zostało zrobione?

piątek, 23 grudnia 2011

Życzeń nadszedł czas...

Niech się spełnią świąteczne życzenia,

te łatwe i trudne do spełnienia.
Niech się spełnią te duże i te małe,
te mówione głośno lub wcale.
Niech się spełnią te wszystkie krok po kroku,
niech się spełnią w Nowym Roku!



Cudownych, białych, miłych, radosnych,
pogodnych, spokojnych, zdrowych świąt upływających

we wspaniałej atmosferze życzę Wam Ja, Wu. i Bombelek :)


Ps. domek sprzątnięty, czas wziąć się za świąteczne wypieki i potrawy, prezenty popakowane. 
Na ten czas magiczny chciałam Wam wszystkim życzyć spokojnych i cudownych świąt spędzonych ze swoimi pociechami i oby te święta były na prawdę pełne magii, radości i szczęścia! 

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Przed świątecznie

a co! Każdy się chwali, jakie to porządki i pierniczki i inne cuda robi. Ja też się pochwalę. Dziś od rana wzięło mnie na porządki świąteczne, najpierw co prawda byłam z Bombelkiem na spacerku ale później... oj działo się. Począwszy od sprzątnięcia sypialni moich rodziców i dużego pokoju (lub salonu, jak kto woli) gdzie stoi choinka, poprzez dwa prania, umycie okien w naszym pokoju, powieszenie firanek, ściągnięcie firanek, wyprasowanie firanek i ponowne ich założenie :) kończąc nawet na oklejeniu szafki w przedpokoju okleiną, ponieważ jej stary image mi się nie podobał już strasznie... Do tego ostatniego bojowego zadania wykorzystałam Wu. jak tylko wrócił z pracy :). Aaa no i w między czasie jeszcze zdążyłam zrobić spaghetti na obiadek i zajmować się moim cudnym, wyjątkowo grzecznym dzisiaj Bomblem. On to wie kiedy ma być grzeczny a kiedy dać mamie popalić :) Cudny skarb.
A teraz dopadł mnie mega katar, zdycham z kubkiem gorącej herbaty z cytryną i miodem i zaraz idę lulu, póki Bombel śpi i daje wyspać się innym :)
A jutro... mam w planach zrobić pierniczki, bo Kasia mnie swoimi zdjęciami tak nakręciła że szok, a jakoś wcześniej choć były w planach to nie mogłam się za nie zabrać... :)


Na zdjęciu z oknem tylko ulubiona choinka Bombla się nie świeci, bo zabrakło miejsca w kontakcie i muszę się wybrać jutro na zakup "złodziejki" :) 

Ps. Zapomniałam się pochwalić - Bombel już się śmieje, tak jak to śmieją się małe dzieci, jest wtedy rozbrajający :) Uwielbiam gdy to robi.! 

Edit. 20.12.2011r : a oto pierniczki wedle przepisu Kasia, te o których pisałam wcześniej w notce :D

piątek, 16 grudnia 2011

No i po strachu

Jestem kochane, jestem! W końcu koniec tego koszmarnego tygodnia. Było ciężko, ale nikt nie mówił, że w życiu wszystko jest łatwe i przyjemne :) Wszystko (no prawie) zaliczone. Nawet matma! O dziwo. Został tylko jeden przedmiot, z którego nie było nauczyciela cały tydzień bo był na zwolnieniu, a z racji tego że ja w przyszłym tygodniu nie mam już jak jechać do szkoły to zaliczenie tego przedmiotu będę miała jak wrócę do szkoły w lutym. Cieszę się ogromnie! Jestem prze szczęśliwa, pomimo tego, że oceny to wcale nie są same 5 i 4 bo w większości to 3 i zdarzyły się nawet dwie 2, ale co tam. Ważne, że zaliczone. Teraz są WAŻNIEJSZE sprawy na głowie :)

Mały rośnie jak na drożdżach, cały tydzień był z tatusiem i babcią. Wszyscy spisali się bardzo dobrze, aż szczerze mówiąc trochę byłam w szoku ale jestem mile zaskoczona. Dzisiaj Bombel skończył 3 miesiąc! Duży już z Niego facet, zdolny i taaaaki kochany :)

A na koniec jedna z niemiłych dla mnie wiadomości... mamita jutro jedzie do Niemiec, nie będzie jej na święta :( niestety... eh ale szkoda gadać.
Święta (nasze pierwsze wspólne) będą więc w tym roku spędzone u rodziców Wu. a nie w domu... niestety. A miało być całkiem inaczej. Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle średnio na jeża...
Święta w domu ograniczą się do miniumum, chociaż tyle dobrze że tym minimum mogę się zająć sama... ale chciałabym jednak, żeby te święta były całkiem inne. Miałam takie fajne plany a wszystko szlag trafił :(

Po za tym z Wu planujemy sobie kilka rzeczy na nowy rok, zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie, bo jak widać planowanie u nas raczej kiepsko nam idzie. O wszystkim powiem Wam w swoim czasie, a tym czasem zmykam spać bo od tygodnia nie bardzo miałam na to czas. A jutro... odwiedzę Was wszystkie :) Mam nadzieję, że mi się to uda....

niedziela, 11 grudnia 2011

Już jutro...

poniedziałek, a wiec początek tygodnia w którym mam zaliczyć cały semestr a na dodatek spędzić mnóstwo czasu bez Bombla :( nie wyobrażam sobie tego chyba sie zatęsknię za Nim... po za tym wcale nie myślę o szkole, w głowie mam już święta, zimę itd... eh no cóż trzeba będzie jakoś dać rade....
Kochane trzymajcie kciuki od jutra bo bardzo się one przydadzą...
Odezwę się po wszystkim...

piątek, 2 grudnia 2011

Brak czasu?

I to totalny brak czasu! Wzięłam się troszkę za naukę, idzie opornie ale mam nadzieję, że jakoś uda mi się to wszystko pozaliczać. Trzymajcie kciuki od 12 do 16 grudnia za mnie - wtedy jest moje być albo nie być :)
Bombelek rośnie jak szalony, 16 grudnia skończy 3 miesiące. Z dnia na dzień coraz więcej potrafi. Trzyma już bardzo wysoko główkę jak leży na brzuszku, zaczyna łapać grzechotki itp, jak je to trzyma mamę za paluszki :), jest taki pyzaty, śliczny i wogóle ah.! :) Tak jestem podobnie jak Bajka z tych co to uważają swoje dziecko za najcudowniejsze na świecie :D Uwielbiam tego małego szkraba i nie wyobrażam sobie już życia bez niego. Z tego też powodu uczę się nocami a dnie spędzam z nim :) Bo nocki przesypia coraz ładniej i tylko wtedy nie muszę ciągle z nim siedzieć i patrzeć na Niego, bawić się z nim i zachwycać :)

Kochane wybaczcie mi moją nieobecność u Was na blogach.! JESTEM cały czas.! czytam.! po prostu nie mam czasu na komentowanie i nawet na napisanie tutaj czegoś ciężko było mi znaleźć czas. Jak tylko skończy się to całe zamieszanie pod tytułem "zaliczenie semestru", obiecuję, że się poprawię :)

sobota, 19 listopada 2011

Bajecznie?

Mały śpi. Wu w pracy. Ja z kubkiem gorącego kakao kładę się do łózka w celu oglądnięcia jakiejś bajki.! Tego mi brakowało. Bajek!
I co z tego, że jestem już "dużą dziewczynką"? Uwielbiam bajki.! I tyle.
Na dziś "Jak wytresować smoka?" - czyli to co notorycznie oglądałam będąc jeszcze w ciąży.
W planach na kolejne dwie nocki kiedy Wu będzie w pracy: "Żółwik Sammy" w HD i "Cars 2" również w HD.

Całe łóżko dla mnie... mmm :D nie pamiętam kiedy tak było - ciekawe jak się będzie spało samej :) Zapewne nie tak dobrze jak z Nim... :*

środa, 16 listopada 2011

Dwa miesiące

Nasza Klusia ma dzisiaj Dwa miesiące.! WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO SYNUŚ ;*

Jestem taka szczęśliwa.! Nie wyobrażam sobie już życia bez Niego.! Zmienił wszystko w moim życiu, zmienił na lepsze. Czuję się szczęśliwa i spełniona :)

Ps. szkoda, że w Polsce nie płacą za to, że jest się Panią Domu :D (lub jak kto woli "kurą domową") mi by taka posadka pasowała chyba :D

Mam ochotę upiec coś.!
Nie chce mi się uczyć.! :D

wtorek, 15 listopada 2011

Planowanie

W tygodniu 12-16 grudnia mam być w szkole i zaliczać wszystkie przedmioty. I tak... :
w poniedziałek będę zdawać specjalizację, kosztorysowanie i technologię.
we wtorek fizykę, wos i konstrukcje
w środę polski, matma, język obcy zawodowy
w czwartek język obcy, eksploatację i przedsiębiorczość
w piątek projektowanie
Najbardziej boję się wtorku i środy. Eh ciężko to widzę :( i możecie sobie na mnie krzyczeć itd a to i tak nic nie da. Jakoś nie umiem się pozbierać do tego wszystkiego. Ciężko mi się uczyć przy Bomblu, który coraz więcej czasu potrzebuje bo robi się coraz bardziej ciekawski. I choć robię zadania, które miałam na zaliczenie zrobić w domu to jakoś trudno się nauczyć czegokolwiek żeby to zaliczyć na sprawdzianie czy teście...

Ostatnimi czasy mieliśmy problemy z kąpaniem małego.. może już o tym wspominałam? Działo się tak odkąd mały został zaszczepiony. Jak tylko dotykał wody był straszny płacz. Dzisiaj wzięłam go podstępem :D Wu poszedł do pracy na 14 i akurat obudził się mały. Nakarmiłam go, przyszykowałam sobie kąpiel dla Niego no i do wody. Na twarzy zobaczyłam grymas, zaczęłam mu śpiewać i... sukces. Mały dał się ładnie wykąpać i nie płakusiał. Co prawda kąpiel była szybka ale ważne że efektowna. Jestem z siebie dumna. Sama byłam i dałam sobie radę :)

Ps. Jak byłam jeszcze w ciąży i myśleliśmy nad imionami, to mówiliśmy, że chłopak to będzie Kacper a dziewczyna Wiktoria. Kacperka mamy, a Wiktoria będzie może kiedyś ;) mamy przynajmniej taką nadzieję ;) Ale apropo imienia... :) bardzo lubię Jego piosenki, choć On sam zmarł gdy ja miałam dwa latka i pamiętam go tylko z piosenek i opowiadań, które słyszałam od małego w domu...

sobota, 12 listopada 2011

Czyżby w końcu zawitała Zima?

Za oknem mgła, wszystko zmrożone i pokryte białym szronem, temperatura też już nie rozpieszcza ciepełkiem i bez szalika, czegoś na uszy i ręce lepiej nie wychodzić z domu. Tak więc czy mogę powiedzieć, że przyszła moja ukochana ZIMA? :)  (przywitałam ją rękami bez rękawiczek i chyba mogę powiedzieć, że tak... ). Zawsze lubiłam zimę, w przeciwieństwie do wszystkich moich bliskich, koleżanek (które lubiły chodzić w spódniczkach króciutkich w przeciwieństwie do mnie, która woli grube swetry i dżinsy) i kolegów (którzy lubili takie "koleżanki"), którzy woleli LATO. Teraz jednak nie wiem czy tak do końca będę za Panią Zimą, bo z Malutkim na spacerki już tak nie połazimy, a po za tym Malutki zabrał mamie ostatnie gramy ciepła jak się urodził i teraz mama to już całkiem będzie po opatulana chodziła jak bałwanek, a raczej będzie się chyba toczyła :) heh

Na łóżku leży Mały Bombelek, jest taki cieplutki, pachnący i spokojny. Zaczyna sobie normować swoje pory na różne rzeczy chyba. Bo zauważyłam, że jak wstajemy rano tak ok. 6:00 - 6:30, to później jest czas na rozrabianie, gadulenie itp, i ok. 8:00 - 8:30 Maleństwo je i pada (czyt. zasypia na brzuszku:) ). Z resztą dnia bywa jeszcze różnie, ale ranek zawsze wygląda tak samo. Nocki już spokojniejsze, ale jeszcze budzi się czasem 3-4 razy i domaga maminego cyca, więc śpi razem z nami, bo ja już nie mam siły tego Ciężarka nosić w nocy jak jestem taka padnięta i śpiąca, no i wtedy dostaje od razu i śpimy dalej.

Teraz korzystam z tego, że On śpi a Wu jest w pracy. I tu (!) muszę powiedzieć, że Wu dostał nową pracę. Zrezygnował ze stażu i od 9.11 pracuje już w nowym miejscu. Jestem strasznie szczęśliwa z tego powodu, nawet pomijając to, że robi na 3 zmiany (ma 3dni rano, dzień wolnego, 3dni popołudniu, dzień wolnego, 3nocki i dzień wolnego) no i będzie też niestety robił w święta i soboty, niedziele.No ale coś za coś. Mam nadzieję, że tam uda mu się popracować dłużej i że wszystko będzie OK. Póki co ma umowę zlecenie do ostatniego grudnia, później mają mu przedłużyć na stałe. OBY! Trzymajcie wtedy kciuki.! :)

Co do nauki to nie będę się zbytnio rozpisywać bo jeszcze dużo przede mną, pochwalę się jak będę widziała jakieś efekty. No ale na to muszę poczekać chyba aż do grudnia, jak pójdę do szkoły. Boję się strasznie.!

Po za tym chciałam Was wszystkie prosić aby każda z Was, która mnie odwiedza zostawiła mi swój adres bloga w specjalnej zakładce obok >Wasze adresy< . Z góry pięknie Wam dziękuję.!
Ściskam Was mocno i cieplutko w ten jeden z pierwszych Zimowych dni.! :*

piątek, 11 listopada 2011

Kochane wszystko idzie do przodu. Czytam, słucham, notuje, rozwiązuje itp gdy tylko mam chwilę. Więc miejmy nadzieję, że jakoś się uda, na byle jaką ocenę byle by zaliczyć a o porządne oceny postaram się na koniec roku :D
Wu od dzisiaj w nowej pracy.! Bardzo się cieszę z tego powodu ale narazie cicho sza! :) Coś więcej na temat będzie później ;) 
A teraz posłuchajcie sobie Naszego Krzykacza :) 

wtorek, 8 listopada 2011

Mam...

zagadnienia :) robię notatki i zadania, piszę referaty. tylko z matmą ciężko idzie ale jakoś damy radę :)
Wszystko zaczyna się układać tak jakbym tego chciała, ale o szczegółach będzie później :)

Ps. Kochane czytam Was ale nie zawsze mam czas komentować, obiecuję, że po nadrabiam zaległości, więc do napisania ;*

piątek, 4 listopada 2011

Mam miesiąc.!

Tak właśnie.... Miesiąc został do czasu kiedy będę musiała wszystko zaliczyć. Wszystkie przedmioty w sensie. A ja co? Nie mam nic przygotowane! Nic.! Zero notatek, zero zadań.! A z niektórych przedmiotów nie mam nawet zagadnień.! Jak szok, że mi się uda. Sranie w banie. Ha.

... kartek, karteluszek milion pięćset sto dziewięćset, zakreślacze i długopisy idą w ruch ...
... a ja i tak tego nie widzę ...

środa, 2 listopada 2011

Szczepienia i inne takie

Byliśmy dzisiaj na szczepieniach... ehh ciężka dola mamy, która musi patrzeć jak jej maleństwo tak strasznie płacze :( Myślałam, że sama się poryczę... na szczęście już jest po, byliśmy później na spacerku a teraz właśnie moja kruszyna się budzi i zapewne będzie głodny :) Przybiera dość dużo... w 7 tygodni przybrał 2200gram. Ale jest taki fajny pucaty i tak słodko wygląda jak go karmię :)
Za oknem pogoda piękna, jakby to wcale nie zbliżała się zima, aż szkoda w domu siedzieć, jeszcze jak mam pomyśleć, że muszę zaczac się uczyć to aż mi słabo...
Jak wiecie moja mama już dwa tygodnie w Niemczech jest, teraz tato po chorobowym tez pojechał na delegacje, Wu w pracy a my musimy sobie radzić sami ale jakoś nam idzie nie narzekam. Oby tylko mama Wu za często nie chciała do malego przychodzić albo mi go zabierać (co nie będzie takie łatwe) to by było git.
W ogóle to w sobotę mamy jechać do drugich dziadków Wu (jakieś 70km w jedna stronę) z Kacperkiem, a wcale nie mam ochoty się z Nim tłuc tyle czasu w aucie i jeszcze tam... ehh szkoda gadać.
A po za tym to powiem Wam, że nie umiem sobie teraz wyobrazić kilku chwil bez małego, ciężko mi go zostawić komuś choć na chwile a co dopiero gdybym go miała zostawiać na cale dnie... teraz już nie wyobrażam sobie bez niego życia... :)

29.10.2011r minęło 34 miesiące od naszego zaczęcia  bycia razem z Wu. :) Jego tez kocham najmocniej na świecie i nie wyobrażam sobie bez niego życia!
Jestem od Nich dwóch uzależniona i nie chce żyć bez Nich! Moje Skarby :*

piątek, 28 października 2011

Jesienna pogoda choć nie zawsze zachęca do wyjścia z domu, jednak nas nic nie powstrzymuje przed spacerkami. Tym bardziej, że park za oknem kusi złotymi barwami :) 


Mały coraz częściej zaczyna coś po swojemu przemawiać do rodziców, których potrafi swoim "gadaniem" nawet w nocy obudzić ;) Jest coraz bardziej ciekawy świata i wszystkiego co wokoło i najchętniej oglądałby świat z wysokości rąk ukochanych rodziców lub dziadka :D

***

W szkole z matma jednak nie poszło... a mówiłam, że tak będzie? Kolejne podejście końcem listopada. Ale chociaż pozałatwiałam w szkole troszkę spraw i poprosiłam większość nauczycieli o zagadnienia, niby mają mi na maila powysyłać... zobaczymy jak długo będę musiała czekać... Cieszę się tylko tym, że każdy raczej przychylnie na to patrzy i zagaduje i o małego i jak sobie radzę itp dlatego jestem naprawdę mile zaskoczona

poniedziałek, 24 października 2011

Niedzielne popołudnia...

... bywają udane. W sobotę miałam chęć spędzenia choć chwilę czasu w kuchni, tak więc zrobiłam. Małego zostawiłam pod opiekę tatusiowi i tylko biegłam do Niego jak zaczynał płakać, bo głodny. Miałam jednak troszkę czasu i udało mi się zrobić nawet ciacho, a że obiecałam Kasi to się pochwalę nawet zdjęciami ;)


Ciasto jest biszkoptowe, w środek idzie masa jabłkowa i budyniowa, później kolejna partia ciasta i na wierzch masa kokosowa, udekorowane czekoladą :D
Podobno wyszło pyszne, nawet Wu. się skusił i tak powiedział (a, że On rzadko ciasta i słodkości je) to chyba musi coś w tym być. 
Po za tym zamówiłam sobie na allegro 400 sztuk papilotków do muffinek :) Mmmm.... niech ja je tylko dorwę w swoje ręce i znajdę chwilkę czasu :)

Po niedzielnym obiadku i cieście zrobionym w sobotę był spacerek, na którym spotkaliśmy... Pana Jeża :)


Jeżyk był śliczny i malusi. Za pewne młody. Szybko jednak uciekł przez alejkę parkową widząc wielkie czerwone "ferrari" i rodzinkę na spacerze i schował się w rogu murka między liśćmi :)

No i cała niedziela i sobota w sumie też przeleciała jakoś spokojnie. Po za wyjazdem mojej mamy. Bo oczywiście były łzy. 
No i mały jakiś niespokojny troszkę w niedziele był jak go Wu na ręce brał, ale to chyba dlatego, że akurat zawsze jak mały zaczynał być głodny to Wu. go brał. Strasznie wtedy płakał ale jak ja przychodziłam i brałam  Go na ręce i dawałam papu to się uspokajał. Serce mi jednak pękało jak widziałam, że Wu. chciałby Go uspokoić a On krzyczał wniebogłosy. Tak bardzo się starał. Myślę, że mały to doceni jak podrośnie. 
Póki co leży sobie na łóżku i zaczyna coś po swojemu gadać, jakieś takie pojedyncze głoski :) Jest przesłodki jak tak robi ;) 

Ps. Wychowawczyni napisała mi, że żaden z nauczycieli jeszcze nie zostawił dla mnie zagadnień. W czwartek muszę jednak jechać i zaliczyć tą cholerną matmę. Nic nie umiem. Ciekawa jestem jakim cudem to zaliczę. Ciekawa też jestem kiedy dostanę te zagadnienia, pewnie tydzień przed tym jak będę miała przyjść i zaliczać. Poryci nauczyciele.! Nosi mnie jak nigdy jak o tym pomyślę...

piątek, 21 października 2011

Eh...

27 mam jechać do szkoły pozaliczać przedmiotów kilka... Nie mam z kim zostawić małego i sama już nie wiem co zrobić. Mama moja wyjeżdza w tą sobotę do Niemiec. Wu mamy nie ma jeszcze bo wraca dopiero 29. Wu w pracy. Ehh. A nawet gdybym przełożyła to zaliczenie na tydzień później (tj.3.11.) to jakoś nie mam przekonania żeby zostawić małego z mamą Wu. Ja wiem, że to babcia tak samo jak moja mama, ja wiem, że przecież nikt mu krzywdy nie zrobi, ale jakoś się boję. Boję się zostawić go z kimkolwiek innym, niż ze mną albo moją mamą :( . Tym bardziej, że drugiego mam iść z Nim na szczepienie i pomimo, że mam nadzieję, że będzie dobrze przechodził to, to przecież nie mam takiej pewności... Cholera!
Jestem w ciemnej d... :(
<załamka>
Na dodatek, wciąż żaden więcej z nauczycieli nie napisał mi co mam zaliczać, jak i kiedy. Jestem wściekła i mam serdecznie dość. Tracę wiarę w to, że będzie dobrze....

czwartek, 20 października 2011

Pogoda za oknem już nie tak piękna jak przez ostatnie dni... Siedzimy w domku i szukamy piosenek dla dzieci, słuchamy piosenek z mojego dzieciństwa, kołysanki itp. Macie jakieś ulubione?
Ja właśnie wpadłam na :


Jakoś rok temu usłyszałam to jak byłam akurat u Wu w domu. Wpadło mi w ucho i później nuciłam to przez długi, długi czas :)

Byliśmy z Bombelkiem na ważeniu i oglądała go Pani Doktor. Klusia waży już 4460 gram i wszystko jest jak najbardziej w porządku :) Mały ciężarek już na prawdę robi się pomalutku ciężki bo jak wstaję w nocy do niego taka padnięta to nie mam siły czasami go podnieść :D He, he.

Ps. Ostatnio znalazłam czas na zrobienie muffinek i galaretek. Czasu na naukę jednak jakoś znaleźć nie mogę :) A w czwartek zaliczenia za tydzień... no bardzo ciekawe. A najgorsze jest to, że moja mama w sobotę jedzie do niemiec więc zostanę sama z Kacperkiem i Wu w domku. No, a że Wu chodzi do pracy to nie mam z kim małego zostawić i nie wiem czy pojadę faktycznie w czwartek do szkoły.... Ha.!




Ps.2. prosimy o głosy w konkursie :) KLIK

poniedziałek, 17 października 2011

Czas leci jak oszalały...

Bombelek śpi. Wczoraj skończył równo miesiąc. Jest przecudny i najukochańszy pod słońcem.!

Ja wróciłam właśnie z małych zakupów. Jestem już ubrana na zimę, kupione buciki i płaszczyk no i czarne grube rajstopki. Brakuje jeszcze tylko jakiegoś przedłużonego sweterka lub sukieneczki, ale i na to przyjdzie pora.

Za oknem słońce przebija się przez zimną południową mroźną pogodę.

Wesele i poprawiny, powiedzmy, że udane.

Popijam gorącą herbatkę z miodem i cytrynką.

Jestem szczęśliwą mamuśką.

czwartek, 13 października 2011

Staram się okiełznać matmę... - działania na liczbach, procenty, wartość bezwzględna i rozwiązywanie nierówności z wartością bezwzględną, zbiory i przedziały - działania na nich, logarytmy, potęgi, wzory skróconego mnożenia i rozwiązywanie równań.. to wszystko mam do zaliczenia 27 października, na pierwszym sprawdzianie. To nic że połowy rzeczy nie pamiętam albo nie rozumiem... yyy super.!
Do tego dochodzi wybranie lektur na maturę do tematu o którym wspomniałam tutaj. Oprócz tego sprawdzian z podstaw przedsiębiorczości, z podstaw projektowania - obliczanie współudziałów w budynkach i prezentacje. Wszystko na 27 października.

MASAKRA.!

A na dodatek od dwóch dni, a raczej nocy chodzę nieprzytomna bo Bombel w nocy daje popalić rodzicom :) A w sobotę wesele, na które ani mi ani Wu. się iść nie chce.

RATUNKU.!
POTRZEBUJĘ POMOCY.!

poniedziałek, 10 października 2011

Uczę się....

...robić wszystko, dosłownie wszystko z Małym na rękach. I nie mamy żadnej chusty ani nosidełka. Mamy rączki i siebie nawzajem :). Idzie nam nawet nieźle. Póki co jemy prawie zawsze razem, uczymy się (do szkoły) razem, gazety czytamy razem i razem oglądamy tv i czasem nawet razem piszemy na blogu :). Przeważnie robimy to dlatego, że Przylepka bardzo lubi siedzieć u mamy na rękach. A że mama lubi przytulać Przylepkę to się tak nosimy.

Za tydzień (właściwie to już w tą sobotę) idziemy z Wu na wesele. Tylko na chwilkę co prawda, bo jakieś 3-4 godzinki, ale idziemy, - sami. Bombelek zostaje w domu z dziadkami, bądź z samym dziadkiem, to się jeszcze okaże. Zobaczymy jak się spiszą :)

Po za tym czas leci nieubłaganie. W piątek Bombel będzie miał już równo 4 tygodnie, a pamiętam jak nie mogłam się doczekać jak się urodzi ;)
Ja porobiłam troszkę notatek, ale matmy wciąż nie ogarniam i nie wiem jak poradzę sobie na maturze, skoro nie radzę sobie już teraz z pierwszymi działami na sprawdzian... Porażka.

Ps. aaa no i zapomniałabym, zastanawiamy się z Wu. czy szczepić małego dodatkowymi (niestety płatnymi i to nie mało) szczepionkami na rota-wirusy i pneumokoki... decyzja nie jest łatwa, z racji tego, że musimy dobrze przemyśleć wszystkie za i przeciw tym szczepionkom a mamy już nie wiele czasu na decyzję...
A Wy mamy i nie mamy - szczepiłyście, będziecie szczepić?

czwartek, 6 października 2011

Przyjaciółka potrzebna od zaraz...

Chciałabym mieć w swojej miejscowości albo bardzo blisko kogoś kto przyjdzie, pogada, wyjdzie z nami na spacer, na soczek, komu mogłabym powiedzieć wszystko a ta osoba by się nie wymądrzała tylko zwyczajnie wysłuchała i gdy trzeba pocieszyła czy dodała wiary w siebie... Chciałabym móc komuś na prawdę zaufać i móc powierzyć wszystkie sekrety... Chciałabym mieć PRAWDZIWĄ przyjaciółkę...

Nie takie "przyjaciółki" jakimi okazały się niektóre dziewczyny...

Potrzebuję szczerości, zaufania... bratniej duszy.

ps. wkurza mnie wszystko ostatnio i nie mam siły już do niektórych rzeczy...
i nie chodzi tutaj o Kacperka ani o Wu.
chodzi o całą resztę...

wtorek, 4 października 2011

Czas wziąć się do roboty

Chociaż czuję, że będzie ciężko, bo mały ostatnio marudny i coś mu ciągle nie pasuje więc ciągle u mamy na rękach albo przy ukochanych "cycochach" bo tylko wtedy jest spokojny, muszę wziąć się w końcu pomału za naukę. Dostałam już parę zagadnień i po 20 mogę już zaliczyć jakąś partię materiału z niektórych przedmiotów więc czas wziąć się w garść i zacząć coś robić. Czarno, nawet bardzo czarno widzę to wszystko. Brak chęci. Brak czasu. Brak motywacji? :)
A teraz zmykam do marudy na łóżko, na którym trzeba też rozłożyć jakieś książki i coś z tym zrobić ;)

czwartek, 29 września 2011

Cudak mały ;)

Nasz Bombel to istne cudo.! Tak, tak wiem, pewnie sobie pomyślicie, że zakochana młoda mamuśka wpatrzona tylko w swojego synka i świata po za Nim nie widzi itp... ble, ble, ble. :)
Ale powiedzcie tak szczerze, cóż jest lepszego od uśmiechu takiego bezinteresownego? Cóż jest lepszego od płaczem gdy Ciebie nie ma obok? Cóż jest ważniejsze od miłości istotki, która zrodziła się z Twojej własnej miłości do osoby, bez której nie wyobrażasz sobie życia? :)
Mam dwóch facetów. Dwóch cudownych facetów. Wu chociaż co dzień przychodzi padnięty, a mały w nocy czasem daje popalić, daje nam tyle miłości, mówi o swoich uczuciach a do Małego lgnie i tak chciałby wszystko koło Niego porobić ale widać że jeszcze nie ma takiej pewności i troszkę się boi żeby nic Nuśkowi nie zrobić ;) Jest najlepszym facetem jakiego mogłam spotkać. Jest cudnym mężem i jeszcze lepszym tatą ;) Oby tak było zawsze.
Kacper to mały czort, mamie uwielbia robić na złość, bić ją piąstkami po buzi jak tylko leży na wyciągnięcie Jego rączek, robić słodkie minki i najchętniej to by całe dnie spędzał u mamy na rękach ;)
Ciężko zrobić cokolwiek, bo sprzątać nie ma kiedy, obiad zrobić z Bomblem na rękach (albo przy cycu) to nie lada wyczyn, noooo powiem Wam, że chyba nauczę się wielu rzeczy, wielu dziwnych rzeczy przy Nim ;)

ps. Już wiem, że w szkole wszystkie przedmioty będę zaliczała komisyjnie w grudniu.... hmmm chyba będzie ciężko i powiem szczerze - nie mam pojęcia jak ja to zrobię. Temat z polskiego już wybrany : "Koniec i początek – biblijne i literackie wizje stworzenia i zagłady świata. Omów problem, analizując wybrane teksty". Po za tym czeka mnie jeszcze egzamin zawodowy... Ogólnie to zwolnienie będę miała do 2 lutego (do urodzin Wu :) ),a co później? Nie mam pojęcia. Niby to 3 miesiące tylko bo do maja... ale dla mnie to aż 3 miesiące. I nie umiem sobie wyobrazić tego, że będę musiała jeździć do szkoły i zostawiać małego na 8 albo 9 godzin dziennie z dziadkami. Chyba, że akurat Wu się skończy staż i będzie miał "wolne" i to on będzie siedział z małym to może będzie trochę inaczej... Sama juz nie wiem... 

ps.2. Kochane wybaczcie, że nie zawsze komentuję Wasze posty, ale mam nadzieję, że rozumiecie sytuację? Po za tym proszę Was żebyście pozostawiały mi linki do Waszych blogów te które czytacie bo ostatnio narobił mi się bałagan na blogu i na kompie i nie wszystkie linki mam... bu :( 

niedziela, 25 września 2011

Kochane.! Czas przy Szkrabie pędzi jak oszalały. Minął już tydzień i dwa dni odkąd Kacperek jest razem z nami. I choć nocki bywają ciężkie, czasem dni też, to jednak ten czas jest najcudowniejszym w moim życiu. Razem z Wu staramy się dawać mu najwięcej miłości ile potrafimy. Opiekujemy się nim, jak Wu wraca z pracy to siedzi wpatrzony w Kacperka i nic innego się nie liczy. Weekend w końcu spędziliśmy w całości razem od rana do wieczora. Takie pierwsze dni w całości spędzone razem. Bo w tygodniu Wu. w pracy a ja z małym aż do 18 jestem sama z mamą swoją. W domu nie chce się nic robić bo wszyscy tylko zaglądają na Bombla.
Ale ogólnie wszystko jest w porządku. Była u nas położna środowiskowa i powiedziała, że wszystko jest ok. Jutro idziemy Nunka ważyć - zobaczymy ile się przybrało klusi bo już ma takie fajne "pućki" :) 
A na koniec dostaniecie zdjęcie żeby Was rozczulić ;) ale Bombla zdjęć w całości dodawać nie będziemy, bo skoro swoich nie zamieszczamy to Jego tym bardziej.


środa, 21 września 2011

W wielkim skrócie ...

... czyli o tym co u nas nowego ;)
Chwilowo mam troszkę wolnego czasu, więc postanowiłam Was powiadomić o tym i owym.
Przed 6 odwiozłam Wu do pracy, a że mały nakarmiony śpi to korzystam z chwili dla siebie bo wcześnie jeszcze więc nie będę od rana sprzątać czy coś ;) Pomału się ogarniamy w domku, dzisiaj odwiedzi nas położna środowiskowa - ciekawa jestem strasznie tej wizyty, a po za tym staram się razem z Wu jak najlepiej spełniać w roli rodzica ;)
No ale Wy pewnie chciałybyście wiedzieć JAK TO BYŁO? - Więc w piątek Wu miał iść pierwszy dzień na staż. W piątek były też urodziny mojego taty. W czwartek wieczór zaczęłam robić dla niego torta, ale zdążyłam zrobić tylko biszkopta i byłam tak padnięta, że postanowiliśmy się z Wu wcześniej położyć spać. Torta miałam dokończyć w piątek zanim tato wróci z delegacji a z samego rana miałam zawieźć Wu do pracy. O 2.00 obudziła mnie potrzeba skorzystania z toalety, i tak raz, drugi, trzeci, aż w końcu doszło do mnie, że to CHYBA JUŻ. Jak wróciłam do pokoju Wu się przebudził i oznajmiłam mu, że dzisiaj chyba jednak będzie miał wolne i nie pójdzie do pracy. On nie do końca zaskoczył bo najpierw tylko powiedział "mhm", ale zaraz później pytał czemu i co się dzieje. Jak powiedziałam, że to chyba się zaczyna to aż usiadł na łóżku i nie wiedział co ma zrobić. Mnie w między czasie zaczęły łapać bóle. Średnio co 15 minut. Wu wstał a ja poszłam obudzić mamę, która też z początku nie zajarzyła o co chodzi bo pytała czy to ona ma zawieźć Wu do pracy na co odpowiedziałam jej, że "Nie, Mnie masz zawieźć do SZPITALA". Jak dotarło do niej o co chodzi to szybciutko się pozbierała i zaczęli razem z Wu wypytywać co się dzieje, czy wszystko jest ok itd. Skurcze zaczęły pojawiać się coraz częściej. Ja zebrałam resztkę najpotrzebniejszych rzeczy i kazałam zawieźć się w trybie natychmiastowym do szpitala. I tak w szpitalu znalazłam się przed 4.00. Oznajmiłam, że chcemy poród rodzinny. Położna zabrała mnie na wywiad, w między czasie podłączyła mnie do KTG i ja słuchałam sobie odgłosów serduszka i starałam się dzielnie znosić skurcze, co nie było takie łatwe. Później przyszedł do mnie Wu i byliśmy już sobie razem na sali a mama musiała czekać na korytarzu. Dostaliśmy piłkę do skakania - naprawdę polecam. Można się skupić na oddechu i bólu. Ja dostałam kroplówkę, żeby wszystko poszło szybciej i tak się rozkręcało, rozkręcało, aż o godzinie 10.50 przyszedł na świat Kacperek.
Wu cały czas był przy mnie, od początku do końca i bardzo mi pomógł. Gdyby nie on to nie wiem czy byłoby to tak szybko i znośnie. I w tym miejscu POLECAM poród rodzinny! Świetna sprawa gdy ma się obok kogoś na kim można polegać, kogo można ściskać za rękę, kto pomasuje, poda wodę itp. Jestem mu bardzo wdzięczna za to co zrobił w tym dniu dla mnie i dla Kacpra.
Co do samych bóli i porodu to powiem Wam, że sam poród to, jak to określiła moja położna "pikuś w stosunku do bóli-skurczy". I to prawda, O ILE SIĘ SŁUCHA POŁOŻNEJ. Poród nie trwał dłużej niż 10 minut. Trzeba tylko oddychać i przeć w odpowiednim momencie. Ważne jest żeby NIE KRZYCZEĆ.! To na prawdę nic nie daje ;) A na skurcze też jest sposób i to ten sam co wyżej. Oddech, oddech i jeszcze raz oddech. Nie ma co krzyczeć, trzeba dzidzi pomóc i dotleniać swoje najcenniejsze skarby ;)
Także przyszłe mamuśki - nie bójcie się. Jak już to przeżyjecie i dostaniecie na ręce swoje ukochane maleństwo to od ręki odchodzą wszystkie bóle i cały strach itp. Te chwile są najcenniejsze w życiu i NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ.!
A teraz jesteśmy już wszyscy razem. Mam w końcu dwóch najważniejszych facetów ze sobą i nie wyobrażam sobie bez nich życia. I powiem jeszcze tyle, że zrobię dla nich wszystko, żeby było im dobrze i żeby im niczego nie brakowało.
Jestem szczęśliwą młodą mamą.

niedziela, 18 września 2011

Jesteśmy

16.09.2011 rok 
godzina 10.50 
przyszedł na świat Kacperek
waga 3060 gram
wzrost 52 centymetry

Dziś jesteśmy już wszyscy w domku, zdrowi i szczęśliwi
Mamy się dobrze i odezwiemy się z czasem do Was ciotki jedne ;)

środa, 14 września 2011

Zmiany, zmiany...

Jednak informuję od razu, że wcale nie w tym co myślicie. Póki co wciąż NIC się nie urodziło i wciąż NIC się nie dzieje. Specyficzne kopniaki w żebra odnotowywane są dość często co znaczy, że Dzidzia na sam koniec pragnie dać matce popalić i ma z tego na prawdę niezły ubaw. A ja póki co cierpliwie to znoszę bo nie mam innego wyjścia i chcę powiedzieć, że pomimo tego, że zaczyna to wszystko męczyć (kopniaki + pytanie co średnio 10minut czy może już albo ile jeszcze) to odczuwam satysfakcję z tego, że dzidzia jest taka energiczna, uparta (zapewne po mamusi) i że wszystko jest w porządku. Do terminu jeszcze 2 dni. Wciąż czekamy!

Aaaaa no a co to za zmiany, pewnie ciekawość Was szama? Tak więc zmiany są oto takie, że Wu.dostał staż - skierowany został z biura pracy - przyjąć więc go musiał i nie miał się czemu przeciwstawiać, bo choć za psie pieniądze to jednak teraz ważniejsze jest to, że ja podlegam pod Jego ubezpieczenie i Dzidzia jak się urodzi to będzie tak samo. Chcąc nie chcąc jesteśmy na to skazani. Ale za to będzie jakiś grosz - a przy Dzidzi za pewne się przyda.
Noooo i muszę się jeszcze pochwalić, że z racji tego, że Wu. owy staż podjął - postanowiliśmy zainwestować w coś swojego, prywatnego, na własność itp. Wu. namówił więc swojego tatę (na niego się nie da, na mnie tym bardziej-bo jeszcze się uczę), żeby wziął nam na raty komputer i monitor do kompletu. I tak od wczoraj jesteśmy posiadaczami nowego sprzęciora,- monitor trochę mnie męczy bo jest straaasznie duży jak dla mnie i zanim przeczytam coś z jednej strony do drugiej to mijają wieki :) hehe.

Dzidzia znów zaczyna figle, idę więc spać, bo na nogach jestem od godziny 6.30 a wczoraj do łóżeczka poszłam dopiero przed 23. Moje kochane Wu. nie chce dać mi pospać ostatnie dni. Ale zemsta za to będzie słodka - plan na nią już się tworzy :)

poniedziałek, 12 września 2011

Doczekać się nie można.

Widzę, że nie tylko ja jestem strasznie niecierpliwa. Kochane moje, chcę Was uspokoić i zarazem powiadomić że JESZCZE wciąż NIC się nie dzieje. Niestety. Nasze uparte maleństwo wciąż siedzi u mamusi w brzuszku i ni myśli się stamtąd wydostawać. Wciąż tylko obija moje wewnętrzne narządy, o ile jakieś jeszcze tam są bo wydaje mi się że Dzidzia wypełnia cały mój brzuszek ;)
Nie było mnie bo każdy każe mi coś robić jak chcę rodzic, tak więc chodzę na działkę, sprzątam itp ale nawet to nie pomaga. Do terminu jeszcze 4dni. I oby to się stało NAJPÓŹNIEJ w dniu terminu i obyśmy tylko nie musieli dłużej czekać. W innym wypadku - chyba wszyscy zwariujemy.! Bo ja tak bardzo chciałabym JUŻ.! Wu. zresztą też. Moi rodzice i Wu.rodzice też. I dziadki i w ogóle wszyscy.
Jak na razie jednak jak już wspominałam, chodzimy sobie na działkę i przy okazji dziś zrobiłam kilka zdjęć:


Tak się "bawimy". Popijamy sobie Frugo (byłam w wielkim szoku jak znalazłam je na półce:) z wrażenia kupiłam i czarne i zielone - mniam ), siedzimy na ławeczce, zrywamy malinki i robimy porządki ale to z drugiej strony działki, która się na zdjęcie nie załapała. Po za tym z malinek wyskoczyła nam dzisiaj taka, oto towarzyszka: 

Myślałam, że nie uda mi się zrobić zdjęcia, a jednak udało się podejść nawet dość blisko. Żabka siedziała nieruchomo, wpatrzona we mnie i w mój telefon a później pokicała dalej. 

No nic, teraz kładziemy się już lulu, z nadzieją, że w nocy zacznie się coś dziać? OBY.! 
Ps. Jak tylko się zacznie, a zdążę to dam Wam znać ;) W innym wypadku zrobię to zaraz PO.

sobota, 10 września 2011

Wciąż cisza.

Dalej nic się nie dzieje. Dziś jedynie czuję od rana jak Dzidzia wypycha nóżki albo rączki z jednej strony mojego brzucha i jest taka twarda kuleczka :) Jak pomyślę, że już za niedługo nie będę czuła tego cudnego uczucia to aż mi szkoda ... Ale za to będę miała swojego Malutkiego Okruszka na rękach. Już nie mogę się doczekać. Tak bardzo bym chciała żeby to JUŻ się zaczęło.
A Wu dzisiaj po przebudzeniu przywitał mnie krótkim pytankiem: "Ty jeszcze nie rodzisz?" Po czym obydwoje zaczęliśmy się śmiać ;)

Dostałam wszystkie notatki z tego tygodnia więc weekend zapowiada się pracowicie. No i mamy zamiar iść jeszcze na działeczkę troszkę dzisiaj bo dawno nie byliśmy i przydałoby się coś tam jeszcze porobić bo później to ja nie wiem kiedy tam zawitamy... Możliwe, że już dopiero z Dzidzią.

Humor odrobinę się poprawił, ale tylko odrobinę. Brakuje czegoś no i to czekanie zaczyna być męczące. Każdy a najbardziej My z Wu. czekamy na przyjście tego Małego Szkraba. A On/Ona zawzięcie siedzi w brzuszku i ani myśli wychodzić. Jedynie od czasu do czasu pojawią się jakieś "niby skurcze" które bardzo szybko mijają i na tym się kończy. Ale pocieszamy się faktem, że do terminu zostało 6 DNI. Mamy nadzieję, że w tym tygodniu już się coś wydarzy - trzymajcie za to kciuki.

piątek, 9 września 2011

środa, 7 września 2011

Szkoła...

Tak więc (wiem, nie zaczyna się zdania od "tak więc":) ) byliśmy dzisiaj w szkole. Byłam u wychowawczyni, zostawiłam zwolnienie, wypytałam się co i jak z książkami itp. Byłam też u kilku innych nauczycieli i szczerze mówiąc nie spodziewałam się takiej reakcji na mój widok - każdy miły, pytał się jak się czuję i kiedy rodzę i kiedy wracam do szkoły i takie tam. Jedna nauczycielka nawet mnie uściskała i ucałowała (SZOK! - tym bardziej, że w szkole ma miano takiej trochę "kosy" ). Byłam bardzo mile zaskoczona ich reakcją. Parę nauczycielek dało mi swojego maila żebym w razie potrzeby pisała i się pytała jak czegoś nie będę rozumiała, wiedziała czy coś.
No a po za tym to wychowawczyni pytała jeszcze o moją maturę - jak to będzie i jakie przedmioty chcę zdawać. No i tu zaczęły się schody bo ja już sama nie wiem... Na pewno do tej podstawy (polski,matma i angielski) podejdę. A co więcej? Nie wiem. Chciałam chemię, ale cholernie się boję że sobie nie poradzę. Chemię miałam w pierwszej i drugiej klasie i teraz już w sumie wszystko pozapominałam. Musiałabym sama przypomnieć sobie cały materiał i nie wiem właśnie czy dam radę... :( Boję się i jestem strasznie rozdarta... Podobno jak się idzie na budownictwo to patrzą później jak ktoś ma np.właśnie chemię dodatkowo zdaną. Ale ile w tym prawdy? Co mam robić? Nie wiem. Siedzę i zastanawiam się CO JA MAM ZE SOBĄ ZROBIĆ?!

Dopisek. 21:15
Dziewczyny, ale ja wiem jakie są wymogi na uczelni którą ewentualnie bym wybrała. Nie potrzebuję spisów wszystkich uczelni w Polsce bo aż takich możliwości nie mam. W moim pobliżu są dwie. Na obu stronach internetowych jest napisane że biorą pod uwagę fizykę lub chemię. Jednak BUDOWNICTWO wcale nie jest aż tak obleganym kierunkiem w tych rejonach tym bardziej że nasz rocznik nie jest aż Bóg wie jak liczny żeby robili takie straszne wymogi. Rozmawiałam nawet swego czasu z Profesorem który wykłada na jednej z uczelni i niby mówił, że najważniejszy jest rysunek (więc co ma do tego chemia albo fizyka?). Później rozmawiałam zaś z osobami które na owe uczelnie się dostali i mówią, że te wymogi to ściema a tak na prawdę liczy się liczba chętnych na dany kierunek. Bo jeśli nie ma chętnych to oni biorą wszystkich bo w końcu mają z tego KASĘ.!
Ps. Dzień mam do dupy! Cały wieczór ryczę bez powodu i mam wszystkiego dość. Chciałabym już urodzić. Wkurza mnie to, że każdy się pyta ile jeszcze itp. Wkurza mnie, że wszystko wali się na łeb, na szyję mi i Wu. Wkurza mnie to, że w cholernej polsce NIC SIĘ NIE DA ZAŁATWIĆ I ZROBIĆ.! Do wszystkiego trzeba mieć znajomości albo kasę. Jak ktoś nie ma jednego i drugiego to może już w ogóle zapomnieć o NORMALNYM życiu w tym PORYTYM kraju. To jest CHORE.!!!

wtorek, 6 września 2011

Zaspałam.!

Zaspałam na ostatnie badania. hehe. Ale dotarłam i w sumie jeszcze czekałam, aż wszystkich przyjmie bo przecież gdzie tam w Polsce puścić ciężarną kobietę wcześniej. A co tam niech sobie postoi godzinę czasu. I to dosłownie POSTOI bo nawet miejsca nie ustąpią. I to nic, że brzuch cię boli bo lada dzień a nawet właściwie w każdej chwili możesz dostać skurczy. To nic, że kręgosłup przy dłuższym staniu też odmawia posłuszeństwa i jakoś tak nie chce współpracować. Stój sobie kobieto i czekaj. No więc wystałam się ponad godzinę w cholernej przychodni, bo pielęgniarka ruchy ma jak 750kg słoń i w końcu poszłam do domu. Jak ległam na łóżku to myślałam że nie wstanę :)
Dziś jeszcze czeka nas wizyta u ginekologa bo w końcu powrócił po urlopie. Więc muszę do niego iść chocby po zwolnienie do szkoły, gdzie jadę jutro, zobaczymy jak się dogadam z nauczycielami... W piątek idę na wizytę do niego. O ile wcześniej nie pojadę do szpitala a bardzo chętnie bym to zrobiła bo już mam serdecznie dość łażenia na badania itp bo takie rzeczy w Polsce są chyba najgorszym co może człowieka spotkać. Załatwić cokolwiek u lekarza albo w jakimkolwiek urzędzie w Polsce to wyczyn nie lada gratka.
Po za tym znam w końcu swój plan i wiem ile i jakich przedmiotów będę miała do zaliczenia. Nie jest tak tragicznie. 13+wf ale wfu zaliczać nie będę. Przy 19 przedmiotach które mieliśmy w trzeciej klasie to pikuś. Damy radę. Zobaczymy tylko w jakiej formie mam to zaliczyć i trzeba będzie sobie jakoś organizować notatki itp.
To na razie tyle, mykam się zbierać i idę po zwolnienie ;)

piątek, 2 września 2011

Łóżeczko, ah łóżeczko

Doszło. W końcu. Po wielu dniach i godzinach wyczekiwania w końcu jest. Przyszło w paczce więc trzeba było je poskręcać. Robiłam to ja i mój ukochany Wu. No dobrze, dobrze - bo zaraz będziecie krzyczeć. Robił to w większości Wu. a ja tylko pomagałam ;) Łóżeczko skręcić było w miarę łatwo, gorzej było z szufladą - tu śmiechu było co niemiara. Szufladę tak jak powinna być skręcona udało się skręcić dopiero za 3 razem. Tak więc pośmialiśmy się i podenerwowaliśmy też przy okazji troszkę :) Efekt końcowy widać na zdjęciu:

Jesteśmy szczęśliwi i mamy już wszystko. Teraz czekamy już tylko na Maleństwo. Więcej do szczęścia nam chyba nie potrzeba. :)

Dopisek 03.09. 
A wczoraj byliśmy na koncercie Kukiza :) Wkręciły mi się jego nutki i od rana słucham i zamęczam Wu. :) Wam też podam jedną z ulubionych jego nutek: 

czwartek, 1 września 2011

Pierwszy września

1 września jest 244 dniem w kalendarzu. Do końca roku pozostaje 121 dni. To właśnie w taki dzień jak 1 września Wszedł w życie nowy Kodeks karny (w latach 1932 i 1998). To 1 września wojska niemieckie i słowackie napadły o świcie bez wypowiedzenia wojny na Polskę, rozpoczynając II wojnę światową. To 1 września Ignacy Mościcki - wprowadził stan wojenny na terytorium całego kraju. Po za tym w 1945 roku utworzono w Stargardzie pierwsze po wojnie na Pomorzu liceum ogólnokształcące a w 2005 roku założono Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. 
Celowo na końcu wymieniam te wydarzenia związane ze szkołą. Bo w końcu 1 września tak na prawdę wszystkim kojarzy się z Pierwszym Dniem Szkoły. To 1 września zakładaliśmy zawsze białe bluzki i czarne spodnie/spódniczki i szliśmy na rozpoczęcie roku szkolnego. W przyszłości albo już teraz nasze dzieci będą przeżywały ten Pierwszy Dzień. I tak 3 razy w życiu. Bo to pierwsza klasa zawsze była największym przeżyciem. Każde kolejne rozpoczęcie roku szło już jakoś gładko. Już było się przyzwyczajonym do ludzi, do miejsca itp. 
Ja pomimo, że w tym roku przychodzi moje ostatnie rozpoczęcie roku szkolnego we wrześniu, na rozpoczęciu nie byłam. Jakoś nie chciało mi się jechać 30 km tylko po to by postać 20 minut na boisku a później 15minut w klasie żeby dowiedzieć się jaki jest plan lekcji. W końcu póki co i tak mi się on nie przyda. Jutro też nie idę do szkoły. Nie pójdę chyba aż do rozwiązania. Później znów będzie wolne - opiekuńcze na Dzidzię. W końcu ktoś musi być przy Naszym Szkrabie od pierwszych dni i musi się Nim/Nią ktoś zająć. 
Z jednej strony się cieszę, że tak będzie, że szkoła poszła mi na rękę i pozwala zaliczyć ten ostatni rok właśnie w taki sposób. Cieszę się, że nie robili problemów z tego, że jestem w ciąży czy z tego, że wzięłam ślub. 
Z drugiej jednak martwię się i boję. Jak każda młoda mama. Raz czy poradzę sobie z Dzieckiem a dwa czy podołam ten rok ze szkołą. W końcu to klasa maturalna. 
Mam jednak ukochanego Wu. Wiem, że mogę na niego liczyć, że będzie obok i że mi pomoże. Wiem, że mam mamę i tatę, którzy zawsze są po mojej stronie i którzy zawsze pomagają jak mogą najlepiej. Wiem, że mam teściów, myślę, że oni też pomogą w razie czego. Wiem, że jest wiele osób, na które mogę liczyć. Tak więc muszę dac radę i wszystko musi jakoś się poukładać no i wszystko będzie dobrze. 

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Rocznicowo i po weekendowo.

Nasz Dzidzia chyba zaczął pakowanie, brzuszek dzisiaj taki twardy rano był, że szok. I jak wyszliśmy od lekarza to też. No i coś nam się wydaje, że coraz niżej jest? Więc czekamy, czekamy może akurat w tym tygodniu? Póki co czekamy na łóżeczko, które miało być w tamtym tygodniu ale jeszcze go nie ma... zaczyna mnie to wkurzać no ale musimy czekać bo nie ma innego wyjścia. Po za tym weekend spędzony spokojnie, w niedzielę byliśmy w lesie w górach na grzybkach, więc taki "wyczynowy" spacerek też może dał małemu w kość i ciśnie się już na powietrze? :) Dziś wybieramy się na działeczkę, może coś porobię jeszcze?
Za oknem gorąc ale nie aż tak straszny jak ostatnio więc jest dobrze. Póki co w domu 24 stopnie i przyjemny wiaterek.
Kochany Wu. w sobotę chwalił się koledze, że już w każdej chwili może być nas trójka, więc chyba się jednak cieszy i myślę, że urodzenie Dzidzi zmieni Go już całkiem na dobre. Ah kocham tych moich urwisów. No i dzisiaj już 2 miesiące jesteśmy małżeństwem :) A razem jesteśmy 2lata i 8 miesięcy. Więc dziś taki "świąteczny" dzień. Oby był spokojny i jak najbardziej udany.

piątek, 26 sierpnia 2011

Jak w ciepłych krajach...

Za oknem jak to pięknie określiła ostatnio Bajka jest "żar tropików". No ugotować się można. Po domu można biegac (prawie) nago a to i tak nic nie daje. Wypite hektolitry wody też już nie gaszą pragnienia...uff jak ja tęsknię za zimą. Dla takich jak ja (czyt. kochających zimę a nienawidzących lata) taki ukrop to udręka. Tym bardziej, że dzidzia się rozpycha niemiłosiernie i pchając się na boki zamiast w dół daje matce popalić czasem w taki upał :) A ja już tak nie mogę się doczekać kiedy wezmę tego mojego Szkraba na ręce... :) Nie wiem czy to samo powiedziałby Wu. Choć wiem, że się cieszy i że chce tak jak ja żeby dzidzia już była na świecie to jednak chyba z drugiej strony trochę się jeszcze tego wszystkiego boi i chciałby jeszcze żeby jak najdłużej Bombelek był w środku bo On tym samym miałby jeszcze trochę "wolności" :) A ja właśnie już Bombla chce.!

Łóżeczko najprawdopodobniej będzie we wtorek albo środę... więc jeszcze sobie poczekamy. Eh no trudno - nic z tym nie zrobię. A póki co zabieram się za pieczenie czekoladowych muffinek i robienie galaretek z kremem jogurtowym bo mi się chce i już.! Ciekawe czy moje kochanie będzie zadowolone? Bo Wu. to ostatnio coś nie ma ochoty na słodkie - a ja wręcz przeciwnie. Choć podobno mi nie wolno, bo niby miałam cukier na krzywej cukrowej za duży i kazali mi mierzyć a jak ja mierze to on nawet po cieście jest niski :) Więc sobie pozwalam. Bo czekoladę to ja kocham.!

Dopisek. 19:50
A takie smakołyki zagościły dzisiaj na naszym stole w wyniku nudy, która dopadła mnie w ciągu dnia:



środa, 24 sierpnia 2011

Nuda...

Jedyną rzeczą o której warto napisać, to to, że byłam właśnie u lekarza jakiegoś innego i powiedział mi żebym się tymi wynikami nie martwiła, że podczas porodu zostanie mi podana podwójna dawka jakiegoś leku i że wszystko będzie ok. Teraz nic nie przepisuje mi bo to i tak nie ma sensu. Tak powiedział. Hmm no więc mogę tylko czekać do porodu i być na prawdę dobrej myśli.
A no i jeszcze jedno - czekamy właśnie na łóżeczko. Czekamy, czekamy i doczekać się nie możemy. Chciałabym je już poskręcać, poskładać i jechać na porodówkę :) Ehh już bym tak chciała, żeby było po wszystkim. Albo żebym wiedziała, że to jutro o 13. Tak dokładnie i konkretnie. Bo póki co z lubym czekamy i nic po za tym. Nuda okropna, nie ma co robić, a za oknem taki ukrop, że nawet się z domu nie chce wychodzić. I co z tego, że zbierało się na deszcz, jak już sobie gdzieś poszło to wszystko?
Niech coś się w końcu zacznie dziać.! :)

wtorek, 23 sierpnia 2011

O tzw. GBS i innych zmartwieniach... cz.2

Dowiedziałam się, że jutro przyjmuje jakiś lekarz u nas w szpitalu więc się do niego wybieram na konsultację, zobaczymy co mi powie. Czytałam też, że ważniejszy teraz jest ten antybiotyk podany przy porodzie, niż te co miałabym wybrać teraz bo ten teraz tylko chwilowo "wytępi" to dziadostwo, a ono do porodu może wrócić... Trochę się martwię, ale wiem, że wszystko musi być oki.

W niedzielę wróciła mamuśka, obiadek smakował, ciastka też. Wieczorem był grill a wczoraj szał-pał-Ameryka. Mieliśmy odpocząć i iść na działkę. A jeździliśmy w poszukiwaniu łóżeczka i takich tam. W końcu kupiliśmy już wszystko to co mi reszta potrzeba - trzeba będzie torbę przepakować, no ale łóżeczko zamówiliśmy na necie bo w sklepach nic specjalnego. Znaczy się - ładne te łóżeczka może i są, ale za to każde ma tak małą szufladę, że to się w głowie nie mieści. A my znaleźliśmy takie wyglądające na solidne, z porządną szufladą. Zobaczymy czy jak przyjdzie i je poskładamy czy faktycznie takie będzie.
Po za tym jakoś leci, ehh jeszcze tylko półtora tygodnia i powinnam iść do szkoły, a ja - ? Nie wiem, co mam robić :-/ Na prawdę, chciałabym urodzić w przyszłym tygodniu i wszystko jakoś zacząć sobie układać a tak to nie mam pojęcia co i jak i w ogóle... Eh.!

A zaraz idę na ostatnie badania, na które wysyłała mnie Pani Diabetolog już tydzień temu ponad a mi się iśc nie chciało, a że dzisiaj już nie śpię to zaraz się pozbieram i pójdę. Mam nadzieję, że chociaż te będą dobre...?

Dopisek. godz. 16.09
Jeśli chcecie to w zakładce "Nasza historia" dodałam możliwośc komentowania ;) Gdybyście miały jakieś pytania czy coś to śmiało piszcie. A swoją drogą to ciekawa jestem co niektóre z Was jeśli to czytały to sobie myślały? :)

niedziela, 21 sierpnia 2011

Kulinarny przerywnik :)

Domek się błyszczy po dwóch dniach sprzątania, w końcu jestem zadowolona choć padłam wczoraj wieczorem na pyszczek :) Po sprzątaniu przyszedł czas na wypieki - w końcu jak niedziela to musi być i coś słodkiego. Takim sposobem dorobiliśmy się ciastek kopert z nadzieniem jabłkowym i czekoladowym oraz muffinek z jeżynkami. 

Ciastka koperty: 
250g mąki
0,5 szkl cukru pudru
250g twarogu półtłustego
150g margaryny (roztopionej)
1 jajko
1 łyżeczka proszku do pieczenia
przesmażone jabłuszka, czekolada itp. (mogą byc maliny,jeżyny- jednak nie polecam bo choć pysznie smakuje to jednak czuć drobniutkie pestki jakie w nich są.) 

Wszystkie składniki zagniatamy, zawijamy w folię i wsadzamy na 30 minut do lodówki. Następnie rozwałkowujemy, kroimy w kwadraty, nadziewamy czym nam się podoba i zawijamy w kopertę. Pieczemy ok 30 minut w piekarniku (ja piekę w 200stopniach na termoobiegu - jest szybciej i efektowniej ;) )

Wyszły dziwne kształty bo już wieczorem miałam mało siły a robiłam to ok. godziny 21 i chciało mi się już straaaasznie spać :)

Muffinki z jeżynami:
Składniki suche: 
2,5 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki cukru
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cukru waniliowego
szczypta soli
Składniki mokre:
50g roztopionego masła
2 roztrzepane jajka
1 1/4 szklanki mleka
Ponadto:
jeżyny świeże lub mrożone, mogą być też maliny - 1-2 kubeczki 

W jednym naczyniu wymieszać składniki suche w drugim mokre, wszystko połączyć, wymieszać szybko i mało dokładnie - mogą pozostać grudki. Dodać jeżyny i też wymieszać. 
Piec ok 25 minut w temp. 200 stopni.
Wychodzi ok. 24 muffinek (przynajmniej mi tyle wyszło:) )
To już była wyciągnięta druga tura muffinek :) Wyglądały śmiesznie ale nie chwaląc się "warte grzechu" :) 
Jeśli tylko ktoś chce to polecam wykonanie i życzę smacznego.!

Ps. Przepisy nie są mojego autorstwa, zostały znalezione gdzieś w sieci. 

Po za tym czekam wciąż na powrót mamy. W planach też do zrobienia pyszny obiadek - ziemniaczane puree (wykonanie Wu.) z sosikiem, schabowe nadziewane grzybkami i cebulką przesmażona, surówka z selera z jabłkiem. Mniam. 
Za oknem słonecznie, poszłabym połazić po lesie? 



piątek, 19 sierpnia 2011

O tzw. GBS i innych zmartwieniach...

GBS to badanie, o którym dałam dopisek w poprzedniej notce. Jestem strasznie smutna i zła, ponieważ wyniki wyszły złe - tzn. dodatnie. No a przede wszystkim mój lekarz jest teraz do 2.09. na urlopie i nie mam nawet z kim tego omówić... Wiem, że gdy wynik jest dodatni podaje się jakiś antybiotyk, jeszcze w czasie ciąży i w trakcie porodu. Ten w trakcie porodu pewnie zostanie mi podany, ale ten w trakcie? Nie mam pojęcia co mam robić. Jestem smutna i trochę załamana, choć każdy mówi, żeby się tym nie martwic i nie myśleć o tym. Jedynym pozytywem jest to, że Dzidzia jest aktywna, ciągle czuję Jego/Jej ruchy, więc to mnie troszkę uspokaja. Niestety tylko troszkę. Boję się coraz bardziej tego całego porodu i tego jak będzie później...?

W niedzielę wraca już moja mama, więc dziś od rana sprzątałam chałupkę, aż się cała świeci. Jestem zadowolona, że tak łatwo mi poszło. Został tylko pokój mój i Wu. Ale tu już chcę zrobić jeszcze większe porządki takie już na prawdę na przyjście Dzidziusia - muszę powyrzucać trochę starych zeszytów i książek, żeby zrobić miejsce na jakieś najpotrzebniejsze rzeczy dla dzidzi.
Coraz więcej zmartwień i myśli mnie dopada. Boję się trochę tego wszystkiego i chyba zaczyna mnie to przerastać. Nie wiem co zrobić ze szkołą, żeby było dobrze. Nie wiem, co z tymi badaniami. Nie wiem co z pracą dla Wu. Nie wiem nic i jestem tym wszystkim cholernie zmartwiona i przerażona. Eh.
Każdy już chyba zaproszenie dostał. Teraz czekam na Was po tamtej stronie ;) Gdyby były jakieś prośby czy zażalenia jeszcze to piszcie w komentarzu lub na maila: aneciak1992@interia.pl 

Po za tym to co tu pisałam zostaje tak jak było, żebym mogła sobie poczytać no i gdybyście Wy chciały/chcieli poczytać to jak było kiedyś.... 

czwartek, 18 sierpnia 2011

Jeszcze miesiąc?

Niby nie cały. Niby lekarz powiedział, że może to będzie szybciej. A tak na prawdę to kiedy? Eh z jednej strony  już nie mogę się doczekać, już bym chciała żeby Bombel/ka była z nami. Z drugiej chciałabym żeby jeszcze był/a długo długo w brzuszku i żebym mogła czuć kopniaki, ruchy i cały ten szał pał ;)
Jedyne co jest pewne to, to, że od 1 września (czyli już dokładnie za 2tygodnie) muszę być w szkole. Choć nie wiem, czy pójdę te parę pierwszych dni jak Dzidzia się jeszcze nie pokaże. Eh właśnie dlatego bym chciała, żeby Bombel/ka pojawiła się nam końcem sierpnia. Przynajmniej miałabym już ten komfort psychiczny i mogła cokolwiek planować. Póki co jesteśmy "zawieszeni" w powietrzu. Choć ciężko tak wisieć jak ma się taki spory brzuszek :) A swoją drogą - kurcze miałam się zmierzyć i zobaczyć ile mam w obwodzie :D Bo nie mierzyłam jeszcze, szczerze mówiąc ;)
Jutro idę po odbiór ostatnich badań potrzebnych do porodu. Oby było wszystko oki i oby wynik był taki jak chcę, żeby był - czyli ujemny. Trzymajcie kciuki za to.
Po za tym muszę zrobić jeszcze jedne badania ale to już do Pani diabetolog, tylko nie wiem czy będzie mi się chciało jutro wstawać tak rano ;) Zobaczymy - najwyżej zrobi się w przyszłym tygodniu.
A no i szablon chyba już póki co zostanie na razie taki. Co Wy na to? Ten jakoś mi się spodobał i po różnych, różnistych innych jakie mogłyście tu przez te kilka dni zobaczyć chcę na razie zostać przy takim :) Ciekawe kiedy mi się odwidzi? :)
A póki co idę lulu, bo mój Wu. chrapie już dobre półtora godziny (położył się na fochu a ja nie mam co robić więc korzystam z komputra :D ). Dobrej nocki kochane.!


Dopisek. 19.08. godz. 16:55
Badania odebrane... wynik niestety nie zadowalający :( ehh porażka <załamka>

środa, 17 sierpnia 2011

Bo kobieta zmienną jest.

Jakoś tak chodzę i szukam szablonu czy coś żeby tu pozmieniać... jakoś mi tak nie tak jak powinno być... Szukam. Ale czego? Nie wiem, jak znajdę to się pochwalę. Na razie jest tak trochę inaczej ;) Może będzie jeszcze inaczej? Hmm.... Może jakieś pomysły? :)

Ps. Miśki suszą się na sznurku na ogródku. Zostały powieszone za uszka lub rączki i widziałam, że nie bardzo im się to podobało... Bidulki moje. Ale jak urodzi się Bombelek i znajdą znów osóbkę, która będzie je kochać to na pewno im się to spodoba ;)

Ps.2. dzisiaj (18.08) od samego rana ktoś wydzwaniał na telefon domowy, nie dość że nas obudził to jeszcze z pretensjami. Pan Kierownik Gazowni. RRRRR jak ja nienawidzę takich typów. Dobrze, że nie ma jeszcze Bombelka na świecie, bo jakby był i jakby mi jeszcze DUPEK dziecko obudził to bym go chyba przez telefon ***. Ale mam nerwy no. Musiałam gdzieś coś napisać, bo mnie nosi od rana :(

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Upragniony spokojny weekend

W końcu się doczekałam, weekendu gdzie mój Wu. spędził go tylko ze mną i z rodzinką a nie było wyjścia do kolegów. Ah jak tego mi trzeba było ;) Był więc rodzinny grill (mój tata, Wu rodzice i my.), można było sobie spokojnie posiedzieć, pogadać, pojeść, faceci wypili po piwku, my spokojnie bezalkoholowo i wszyscy zadowoleni. Dookoła cisza i spokój, z racji tego, że grill na działkach za miastem... a w koło pola i żniwa :)

Dziś na zakończenie weekendu, jakże upragnionego był wypad na grzybki do Czech. Trochę męczące - brzusio dokazywał bo go mamuśka wymęczyła po górkach itp. Odpoczęliśmy, powdychaliśmy świeżego powietrza, nazbierali różnych pysznych grzybków (jutro szykuje się mega jajecznica i obiadek - mniam) i wrócili szczęśliwi do domku. 

A to taki specjał znaleziony przeze mnie dla Wu. :


A od jutra - chwila spokoju. Jedna mama (Wu.) wyjeżdża do Niemiec, a Moja jeszcze nie przyjechała (do niedzieli), tata w delegacji więc w końcu chwila spokoju i będziemy mogli pobyć sami. Oby tydzień był tak udany jak miniony weekend...


sobota, 13 sierpnia 2011

O kochanym, demolce i takich tam...

Znów wszystko jest w porządku, jakoś się dogadujemy i choć czasem działamy sobie na nerwy to wieczorem zazwyczaj przy jakimś filmie wszystko się jakoś "rozchodzi". Dziś na działce uświadomiłam sobie jak dobrze i bezpiecznie czuję się gdy Wu. jest obok. Dziś i wczoraj robiliśmy na działce "demolkę". W sumie to Wu. robił. Bo z racji tego, że wzięliśmy sobie dwie działeczki i chcieliśmy z nich zrobić jedną to musieliśmy wyburzyć jedną z altanek (starą, drewnianą, niezbyt piękną). Moje kochanie wzięło się za to bardzo energicznie, bo miał jakąś nagromadzoną w sobie siłę i złość i chciał się wyżyć. Poszło mu to migiem. Z altanki zostały wióra i kupa śmieci. Niestety, zrobił sobie coś w rękę, chyba coś wbił i martwię się o Niego teraz, bo wiem, że jest twardzielem ale widać po Nim, że nawet coś nieciężkiego czy zrobienie czegoś tą ręką sprawia ból. Choć zapewnia mnie, że nic mu nie jest to jednak się martwię o tego mojego Wu... Aaa dlaczego czuję się bezpiecznie i dobrze przy Nim? Hm co by się nie działo to zawsze w tych trudnych chwilach jednak jest obok. Gdy coś mi się stanie to jest blisko. Gdy trzeba mi udzielić pomocy (nawet w jakichś błahostkach jak np. skaleczenie) jest i robi wszystko, żeby nie bolało, żeby się nic mi nie działo. Czasem pocałuje w czółko jak "ojciec" i wtedy czuję się taka malutka przy Nim. Czasem śmieje się z moich wygłupów a czasem patrzy jak na istotkę nie z tej ziemi ;) Kocha mnie - widzę to w jego oczach, w czynach, w tym jaki jest. Bo widzę jak mnie traktuje, jak wytrzymuje wszystkie moje humory, moje zachcianki i złe dni. Inni za pewne nie dali by rady. A Wu. daje - i radę i wiele, wiele miłości. Kocham Go za to.

Ps. Coś czuję, że będzie mi ciężko w tym roku szkolnym ale wiem, że dzięki Niemu i dzięki bliskim dam jakoś radę. Muszę.
Ps2. Zawartość torby do szpitala znów uległa zmianie ;) Za pewne stanie się to jeszcze kilka razy ;)

czwartek, 11 sierpnia 2011

Spakowana.! no... prawie :)

Długo się do tego przybierałam, nie mogłam jakoś weny do tego znaleźć. Ale, że krzyczycie i krzyczycie, że później nie zdążę to postanowiłam się do tego zabrać w końcu. Zrobiłam więc listę rzeczy które będą mi potrzebne (tak mi się bynajmniej wydaje...) no i zaczęłam układać je na łóżku. Ilości zmieniały się, kupki rosły a później malały. Ostatecznie i tak nie spakowałam wszystkiego (okazało się, że parę rzeczy muszę jeszcze dokupić) a torba ledwo nie pęknie w szwach gdy ją zamknęłam... yy - i co teraz mi poradzicie? :) Pokażę Wam jak wyglądało moje pakowanie: (tylko proszę nie patrzeć na bałagan dookoła i na łóżku :D )


O.! Było tak jak na załączonych obrazkach... Eh bajzel dookoła, że aż wstyd ale nie przyszło do główki oczywiście zaaferowanej mamuśce żeby to uprzątnąć chociaż przed zdjęciem :D Ale, nie ważne. Kochane co bardziej doświadczone mamuśki - proszę Was powiedzcie mi czego jeszcze nie mam a wiecie, że Wy to miałyście i się naprawdę przydaje? Proszę o jakieś rady bo sama już nie wiem co mi na prawdę potrzeba do szpitala i zaczynam pomału się tym wszystkim martwic - nie wiem jak będzie jak okaże się, że to JUŻ :) 

A później byłam sobie na działeczce, zajadaliśmy się jeżynami i śliwkami, malinkami i innymi cudami natury, cieszyliśmy się słońcem i chwilami w ciszy i spokoju. A teraz Was podręczę zdjęciami tych pysznych cudów, tylko nie zaślińcie całej klawiatury ;P Jak coś to zapraszam na jeżynki, śliwki czy coś - bo mam ich pod dostatkiem :)